Piątek, 13 listopada 2009 roku. Rano Koteczka zwymiotowała raz, ale miała dobry humor, jadła, piła, bawiła się. Ogólnie kot wyglądał jak okaz zdrowia. Dwa tygodnie wcześniej została odrobaczona, a ziarniniak eozynofilowy który pojawił się tylnej łapie został prawie wyleczony. Od godziny ok. 14-tej stan kota zaczął się pogarszać. Pojawiły się częstsze wymioty, kotka zaczęła częściej pić wodę. W ten dzień akurat wypadała wizyta kontrolna łapki więc poczekaliśmy do godziny 17 aż nasz doktor zacznie przyjmować i pojechaliśmy z Koteczką.
Na miejscu okazało się, że kotka ma wysoką gorączkę i jest osłabiona. Wety stwierdziły, że albo się czymś zatruła albo coś połknęła co siedzi w jelitach i stąd te wymioty. Dostała odpowiednie leki i w razie braku poprawy w ciągu najbliższych godzin lub pogorszenia się stanu mieliśmy wrócić. Przez kolejne godziny w domu kot na zmianę spał, wymiotował, pił. Ponieważ stan kota się pogarszał postanowiliśmy wrócić do lecznicy. Przed wyjściem Koteczka z wielkim bólem załatwiła się w kuwecie, zrobiła kupkę.
W lecznicy dyżur pełnił nasz doktor, chirurg. Zbadał kota. Diagnoza: niewiadomo co jest, temperatura znacznie poniżej normy, trzeba zrobić rentgen. Pojechaliśmy do lecznicy gdzie wykonują takie zdjęcia. Na zdjęciu nie było nic widać. Wróciliśmy do naszego doktora, który niewiele się namyślając zabrał kota na stół. Wtedy widzieliśmy ją po raz ostatni. Doktor operował sam, my w tym czasie pilnowaliśmy lecznicy. Po godzinie doktor powiedział, że jest bardzo źle. Po otwarciu kota okazało się, że w okolicach kreski węzły chłonne są wielkości śliwki i powodują tętnic które doprowadzają krew do jelit w następstwie czego przestały pracować i stąd były wymioty. Powiedział żebyśmy pojechali do domu, a on w tym czasie będzie próbował ogrzać jelita płynem by podjęły pracę. Po trzech godzinach zadzwonił, że niestety nastąpiło zatrzymanie krążenia, jelita nie podjęły pracy i Koteczka odeszła.
Nie mogliśmy nic zrobić. Poczucie bezradności było straszne. Podobnie strasznie było patrzeć na Kocurkę, która chodziła po domu i szukała swojej siostry. Bestia też nie wiedziała o chodzi, ale jakoś lepiej to znosiła.
Ponieważ nie wiadomo było dlaczego węzły chłonne tak urosły doktor zasugerował sekcję. Zgodziliśmy się. Po dwóch tygodniach był wynik. Przyczyna śmierci: niewydolność krążeniowo-oddechowa. Okazało się również, że Koteczka miała chorą tarczycę, która uwalniając hormony podrażniła węzły. Nie dało się nic zrobić. Nie było żadnych oznak choroby do momentu aż było zapóźno.
Ziarniniak eozynofilowy, objawy: zaczerwieniona, czasem swędząca skóra, pojawia się często na szyi lub wewnętrznej stronie ud.







Wysłany przez Dwa maluchy. Kocurek i Koteczka. « Bestia i Kocurka. Koci blog. w dniu Listopad 25, 2010 o 1:42 pm
[...] Koteczka [...]
Wysłany przez Ewa w dniu Marzec 27, 2012 o 9:22 am
dzis odeszla moja koteczka.. te same objawy…
Wysłany przez Sylwia w dniu Marzec 27, 2012 o 9:31 am
Strasznie mi przykro i współczuje. Pierwsze dni bez ukochanego kota są okropne, ale kociak już nie cierpi, jest w lepszym świecie gdzie może wylegiwać się do słońca na zielonej łące pełnej puchatych myszy.
Niestety taki już nasz i koci los jest.
Ile miała lat?