Już nie pamiętam skąd miałam taką informację, że przed wyjazdem należy z kotami pójść na rutynowy przegląd w celu potwierdzenia, że nadają się do podróży. Tak też zrobiliśmy. Jako, że akurat wizyta wypadała na niedzielę wielkanocną, w sobotę sprawdziłam czy nasza 24h lecznica będzie napewno otwarta, i tu pierwszy zonk bowiem w godzinach 9-13 jest przerwa. Więc rano zerwaliśmy się szybko, koty do transportera i sru do doktora. Doktor obadał koty, sprawdził temperaturę, poinformował, że jest wszystko ok, ale u Kocurki będzie niedługo kupa. Jako, że wyjazd był za 4h byliśmy spokojni, że zdąży. Na koniec jeszcze obcięcie pazurów i tu nastąpiła apokalipsa. Bestia fukała jak tylko umiała, a może i nawet bardziej, gryzła, drapała, wyrywała się. Po, moje ręce wyglądały jakby przejechala po nich tarka. Kocurka też podjęła walkę choć nieco mniej opłakaną w skutkach niż Bestia. Wynik 2-0 dla nas.
Od 8 rano nie dostawały już nic do jedzenia, a chwilę później i woda zniknęła. W samochodzie była przygotowana kuweta, budka z drapaka, siedzenie wyłożone folią i kocykiem tak na wszelki wypadek, kabanosy w schowku. Gotowi do drogi ruszyliśmy, a przed nami ok. 8h do Świnoujścia i dalej 8h do Ystad, a dalej 2h do Kopenhagii.

Bestia

Kocurka
Bestia, jako kot zaprawiony w wielu wyprawach nie wychodziła z transportera podczas jazdy. Ale jak samochód zatrzymywał się na dłużej niż 30 sekund kot był gotowy na 4 łapach przy oknie.
Kocurka, jak to ma w swoim zwyczaju, podjęła walkę, miaucząc i drapiąc w torbę, po otwraciu oblazła samochód z pięć razy, po czym zajęła strategiczne stanowisko na transporterze i tak jechała całą drogę patrząc w okno i przysypiając.
Kupy jak nie było od rana tak też w samochodzie nie udało się zrobić. Woda w misce jechała cały czas nietknięta, tylko jeden kabanos poszedł – Kocurka oczywiście zjadła. Tuż przed samym świnoujściem okazało się, że mamy spory zapas czasu więc przystanęliśmy na leśnym parkingu. Bestia w szelki i sru do lasu. I tu standard, obczajka liści, nowych zapachów, ziemi, drzew ale siku ani kropli.

Bestia
Następnie chwilę czekania na prom i ładujemy się do kabiny. Nikt nie sprawdza kotów przy wejściu. Totalna samowolka, można by wnieść lwa i nikt by się nie czepiał. Kabina, specjalnie przystosowana do przewozu zwierząt, bo tak hucznie się nazywa, to nic innego jak zwykła kabina dwu osobowa, z wielką metalową kuwetą pod dolną koją do której nasypuje się żwirek, i ot cała kabina. Zapachy jakie w niej panowały przypominały zwierzęce, głównie psa, choć nie było najgorzej. Standard mocno średni, ale przyzwoity. Najważniejsze, że można być ze zwierzakami cały czas.

Bestia Sindbad żeglarz
Bestia momentalnie się zaaklimatyzowała, jakby w poprzednim życiu była żeglarzem.

Bestia Sindbad żeglarz
Kocurka, jak to w swoim zwyczaju ma, schowała się w najbardziej niedostępny dla czałowieka kąt, czyli pod kojami i przesiedziała z 2h. Po tym czasie, przy użyciu odrobiny siły z naszej strony wyszła na górę. Ale bez rewelacji. Nad ranem, obie skorzystały z kuwety, ale obiecanej kupy dalej nie było.
Morze było bardzo spokojne, promem nie bujało i koty przeżyły, my też.
Po dopłynięciu do Ystad, zapakowaliśmy się do samochodu, paszporty kocie pod ręką i ruszamy. I tu kolejny zonk. Pusto. Nikt nic od nas nie chce, żywego ducha na lądzie nie ma co by zechciał zobaczyć koty. Więc paszporty z powrotem do schowka i jedziemy dalej. Wjazd do Danii, też spokojny. Nikt nic nie kontroluje. Kocurka zrobiła się niespokojna, łaziła po samochodzie wypatrując co chwilę przez okno. Bestia w transporterze. Podczas jazdy doszło do jakiegoś zgrzytu między kotami i tak się powfukały, że nie chciały za chiny wejść razem do transportera. Ale podróż dobiegała już końca, w Kopenhadze, jakieś 20min przed końcem Bestii włączył się indicator i zaczeła nerwowo chodzić po samochodzie i rozglądać się przez okna. Jak by wyczuła, że już dojeżdzamy i za chwilę będziemy w nowym mieszkaniu. Skąd ona to wie? No idea.
Na pierwszy ogień z samochodu poszły koty, kuweta, miska z wodą, potem cała reszta. Mieszkanie zaakceptowały dość szybko, pierwszy dzień to było obczajanie co i jak można popsuć, drugi odsypianie podróży. Obiecana kupa u Kocurki pojawiła się we wtorek nad ranem, czyli prawie po dwóch dobach…. wow.
Podsumowanie podróży:
Przewoźnik promowy to Unity Line, prom Scania. Czas podróży Warszawa – Kopenhaga: 20h
W samochodzie Kocurka mile nas zaskoczyła swoim zachowaniem, po krótkiej walce uległa i siedziała spokojnie. Byliśmy przygotowani na 8h wycia, płaczu i histerii, a tu tak miło się skończyło.
Cała wyprawa swój koniec miała w Danii, a przecież najpierw płyneliśmy do Szwecji. Zonk byłby jakby się okazało, że mają inne przepisy niż duńskie. Tak się zastanawiam, czy ten szał z przepisami, badaniami, szczepieniami, czipowaniem, paszportami itp. to nie jest trochę na wyrost. Bo przecież nie ma granic, kontroli takich jak na lotnisku więc kto u licha ma nas badać? Fakt, można trafić na upierdliwego policjanta na drodze, ale co on biedak zrozumie z kociego paszportu? Zadowolony będzie, że odpowiednie rubryki będą wypełnione i już.
Kabina przystosowana do przewozu zwierząt, cóż brzmi hucznie, trochę kosztuje, ale dla komfortu zwierzaków warto.





